Jednym z najczęstszych problemów, jakie pojawiają się podczas moich warsztatów ustawień systemowych czy sesji indywidualnych, jest głęboka rana wynikająca z tego, że nie byliśmy widziani przez naszych rodziców. W tym wpisie chcę przyjrzeć się tej dynamice nieco głębiej, sprawdzić, jak może ona wpływać na Twoje codzienne życie i pokazać, jak możesz ją przetransformować, aby przestała Cię blokować.
Na własnej ścieżce odkryłam, jak wiele moich życiowych wyzwań miało swoje korzenie właśnie w braku poczucia bezpieczeństwa i bycia widzianą. Nauczyłam się, że aby naprawdę zmienić tę dynamikę, musisz znaleźć własne słowa na nazwanie tego wewnętrznego doświadczenia. Musisz je naprawdę poczuć i poznać od podszewki, zanim będziesz w stanie odpuścić je i pójść dalej.
Dlatego, choć ten artykuł może dać Ci lepsze intelektualne zrozumienie, zapraszam Cię do refleksji nad własnym doświadczeniem. Jak ta dynamika przejawiała się, gdy byłeś dzieckiem? A jak może manifestować się w Twoim życiu dzisiaj?
Przez długi czas ten temat wydawał mi się bardzo abstrakcyjny. Nie dlatego, że czułam się widziana – wręcz przeciwnie – ale dlatego, że tak trudno było mi dostrzec stojące za tym przyczyny i przyznać to przed samą sobą. Pochodzę z radosnej, kochającej rodziny, więc kiedy po raz pierwszy usłyszałam od mojego nauczyciela, że pomimo wielu innych problemów, których doświadczałam, moją główną raną jest „bycie niewidzianą”, wylałam wiele łez. Moje serce natychmiast się otworzyło, dając mi przedsmak tego, jak to jest być naprawdę widzianą. Choć było to głęboko poruszające doświadczenie, mój umysł jednocześnie krzyczał: Cóż, to bzdura. Znowu coś zmyślam, nie doceniam tego, co miałam, i po prostu się nad sobą użalam.
Jednak po wielu latach pracy własnej zrozumiałam, że to, co widzimy na powierzchni systemów rodzinnych – nasze nastroje, relacje, styl życia – często ma niewiele wspólnego z tym, co dzieje się na głębszym, energetycznym poziomie. Dlatego czasami słyszymy o jakiejś emocjonalnej ranie i natychmiast z nią rezonujemy, nawet jeśli nie do końca rozumiemy dlaczego. To nie zawsze jest oczywiste. Najbardziej radosna, „zdrowa” rodzina może zmagać się z ukrytą, trudną, a czasem wręcz przemocową dynamiką. Z kolei w systemach rodzinnych z najbardziej widocznymi, jednoznacznie trudnymi historiami, pod bolesną powierzchnią może kryć się głębokie źródło miłości i troski, które po prostu nie mogło znaleźć sposobu na wyrażenie się.
Kiedy dziecko nie czuje się widziane przez rodziców i dlaczego?
Kiedy rodzic niesie w sobie niespełnioną emocjonalną pustkę – stałe poczucie wewnętrznego braku lub odrętwienia, które często działa jak tarcza maskująca głębszy, nieuzdrowiony ból – nie jest w stanie naprawdę zobaczyć swojego dziecka. Jego ciągłe, nieświadome poszukiwanie i próby zapełnienia tej pustej przestrzeni w sercu zajmują go do tego stopnia, że nie zostaje mu zbyt wiele wolnej energii, by niezależnie dostrzec swoje maleństwo, które tak rozpaczliwie tego pragnie i potrzebuje do przetrwania.
I tutaj sytuacja się komplikuje.
Rodzic, który nie potrafi „przyjąć” od swoich własnych rodziców tego, co mogłoby wypełnić tę pustkę, lub który nie jest w stanie opłakać tego, czego od nich nie otrzymał, nieświadomie i naturalnie zwraca się ku swoim dzieciom, aby wziąć to od nich. W Ustawieniach Systemowych i psychologii nazywamy to parentyfikacją. W odpowiedzi dziecko zrobi wszystko, aby zaspokoić potrzeby swoich rodziców, ponieważ od tego zależy jego przetrwanie. Systemowo odwraca to naturalny Porządek Miłości i zmusza dziecko do wejścia w rolę, w której nie może po prostu być dzieckiem. Niestety, choć ten mechanizm jest niezwykle powszechny w systemach rodzinnych, nie służy nikomu. Dziecko nigdy nie zaspokoi potrzeb swoich rodziców, a rodzice nigdy nie wypełnią swojej pustki, biorąc od dzieci.
W tym kontekście rodzic zazwyczaj rozwija wiele różnych, niezwykle subtelnych sposobów na maskowanie swojego emocjonalnego bólu i wewnętrznej pustki. Ich zachowanie może wydawać się całkowicie normalne, ponieważ nie rozpoznajemy tych mechanizmów obronnych – zwłaszcza jeśli dorastaliśmy, obserwując je na co dzień. Czasami zachowania takie jak potoki słów, kontrolowanie wszystkiego, niebranie niczego na poważnie czy przyjmowanie leków, np. antydepresantów, mogą działać jak drogi, mocno kryjący podkład, który ma zamaskować głęboki, nieuzdrowiony ból.
Właśnie dlatego dorosłemu dziecku może nie być łatwo dostrzec, jak mocno przejęło emocjonalny ból swoich rodziców i niosło go za nich od najmłodszych lat. Jako dzieci, a później jako dorośli, możemy nawet nie być świadomi trudnych historii i traumatycznych doświadczeń, przez które przeszli nasi rodzice i przodkowie. W wielu przypadkach o tych historiach nigdy się nie mówi, co sprawia, że korzenie problemu stają się jeszcze mniej oczywiste.
Dlaczego bycie widzianym jest tak kluczowe dla dziecka? Ponieważ zależy od tego nasze przetrwanie. W prymitywnym umyśle dziecka, jeśli rodzic go nie widzi, oznacza to wystawienie na niebezpieczeństwo. Jeśli pojawi się drapieżnik, dziecko myśli: „Oni mnie nie uratują”. Poza samym przetrwaniem, bycie widzianym to podstawowa ludzka potrzeba, tak samo jak miłość i więź. Naturalnie za tym tęsknimy, szczególnie w relacji z rodzicami.
Dziecko będzie więc próbowało być widziane za wszelką cenę. Jego pierwszą strategią jest dawanie rodzicowi wszystkiego, czego ten potrzebuje, w nadziei, że w zamian jego własna podstawowa potrzeba zostanie zaspokojona. Jednak na dłuższą metę uczy to dziecko dostrajania się do innych zamiast do samego siebie. Uczy się czuć to, co czują inni, zamiast tego, co czuje jego własne małe ciało – co ostatecznie prowadzi do odłączenia od samego siebie, utraty zaufania do siebie i całkowitego zagłuszenia własnej intuicji.
Dla nas, dorosłych, niesie to ze sobą poważne konsekwencje. Zamiast mieć silne wewnętrzne centrum – wiedzieć, kim jesteśmy, czego chcemy i co czujemy – nieustannie biegniemy za zewnętrznymi bodźcami, szukając miejsc, gdzie możemy dostać to, czego potrzebujemy, i ludzi, którzy mogą sprawić, że poczujemy się bezpiecznie i stabilnie sami ze sobą. W tym miejscu moglibyśmy zanurkować znacznie głębiej w temat relacji intymnych – ale domyślam się, że już domyślasz się, jakie problemy to w nich rodzi.
Rana braku poczucia bezpieczeństwa
Głęboko powiązana z tym wszystkim – można by wręcz powiedzieć, że to ta sama rzecz, tylko nazwana inaczej – jest kolejna fundamentalna rana: brak poczucia bezpieczeństwa.
Dzieje się tak, gdy dorastamy w niestabilnym, nieprzewidywalnym środowisku. Układ nerwowy dziecka staje się wtedy nadaktywny (hiperwaryjny), nieustannie skanując wszystko wokół w próbie odgadnięcia, jak służyć innym, by po prostu przetrwać.
Ale co właściwie mam na myśli, mówiąc „niebezpieczne” lub „nieprzewidywalne”? Możesz pomyśleć: „Moi rodzice zawsze dawali mi dach nad głową, regularne posiłki oraz podstawową miłość i opiekę, której potrzebowałem, więc w czym problem?”
Cóż… wyobraź sobie, że wszyscy wokół zachowują się w „normalny” sposób, a może nawet mówią Ci, jak wspaniale jest wokół, podchodząc do Ciebie (gdy byłeś dzieckiem) z pozycji autorytetu, jak to robią dorośli i rodzice. Jednak Twoje ciało mówi Ci coś zupełnie przeciwnego. Czujesz przerażenie, ból, niepokój, strach i smutek. Wszyscy dorośli funkcjonują na zewnątrz doskonale, żyją swoim życiem, podczas gdy Ty jako dziecko czujesz się nieszczęśliwy, pochłaniając cały ten nieprzetworzony smutek, strach, żal i ból, którego nikt nie chce zauważyć i uznać. Jeśli to nie jest życiowe fiasko, to powiedz mi, co nim jest.
W takim scenariuszu dziecko nie może zaufać swojemu otoczeniu, swoim uczuciom ani własnemu ciału. Nie potrafi przewidzieć, co się wydarzy, ponieważ nie ma żadnej harmonii między energią w pokoju a scenariuszami odgrywanymi na powierzchni. Nic nie jest spójne i nic nie da się przewidzieć. A to właśnie przewidywalność tworzy bezpieczeństwo dla dziecka.
Ta nieprzewidywalność, która w ogromnym stopniu przyczynia się do poczucia, że „świat nie jest bezpieczny”, jest często obserwowana w rodzinach z problemem uzależnień. Jednak podobną chmurę niepewności może stworzyć rodzic niestabilny emocjonalnie lub niedostępny. Dziecko nigdy nie wie, czy rodzic wracający z pracy będzie zły, szczęśliwy, wściekły czy spokojny. Nie wie, czego tym razem będzie się od niego oczekiwać ani jakie będą konsekwencje za drobne, niezrobione w domu rzeczy. To znowu tworzy głęboko nieprzewidywalne, pozbawione bezpieczeństwa środowisko.
Jak to się manifestuje w dorosłości
Przede wszystkim staramy się kompensować i zaspokajać te niezaspokojone potrzeby gdzie indziej – zazwyczaj w świecie zewnętrznym. Możemy domagać się tego od partnera, męża lub żony, stale czując, że nigdy nie spełniają naszych oczekiwań. Albo stajemy się chronicznymi dawcami i pracoholikami w pracy, wypalając się tylko po to, by w końcu zostać zauważonym i docenionym za to, kim jesteśmy.
Możemy też pójść w drugą stronę: całkowicie odciąć się od innych na poziomie emocjonalnym, zamrozić się i spaść na drugi koniec skali empatycznej, zachowując się w sposób, który może wydawać się narcystyczny. Obie te ekstremalne tendencje w zachowaniu rozwijamy w nadziei, że w końcu zostaniemy zauważeni.
Droga do uzdrowienia
Prawdziwe uzdrowienie zaczyna się wtedy, gdy jesteśmy w stanie w końcu zobaczyć tę dynamikę z naszymi rodzicami taką, jaka jest naprawdę.
Kiedy pozwalamy sobie opuścić pancerz, odłożyć broń i przestać walczyć o to, czego nie dostaliśmy, zaczyna się zmiana. Musimy po prostu pozwolić sobie poczuć czysty smutek wynikający z tego, że tego nie otrzymaliśmy. Kiedy przestajemy o to walczyć i próbować wymusić to na świecie, możemy naprawdę zacząć się indywiduować, czując się bardziej kompletni i uziemieni w sobie. Zaczynamy wchodzić w najlepszą, najbardziej autentyczną wersję naszego dorosłego ja i z tego miejsca możemy służyć innym.
Z tego uziemionego poziomu możemy zacząć obserwować inne obszary naszego życia, w których odgrywaliśmy te same stare schematy. Możemy zrobić krok w tył, uziemić się, poczuć własne ciało i przestać tak bardzo starać się zdobyć coś, czego świat zewnętrzny nigdy nie miał nam dać.
Nie chodzi o krytykowanie rodziców czy mówienie, że odwalili beznadziejną robotę. Wcale nie. Chodzi po prostu o uznanie tych dynamik i ich wpływu na nas samych. Zrozumienie, że nasi rodzice nie mogli dać nam tego, czego sami nie otrzymali, jest kluczowym elementem naszego uzdrowienia. Z tego miejsca rodzi się wdzięczność, która jest siłą napędową do doświadczania szczęścia w naszym życiu. Wszyscy mamy własne ścieżki i dostajemy takich rodziców, którzy są dla nas odpowiedni. Uzdrowienie nie oznacza zmieniania ich; oznacza naukę i czerpanie z dynamiki, którą mamy, abyśmy mogli się rozwijać, rosnąć, uzdrawiać i żyć bardziej wolnymi.
Czytanie i słuchanie o tych dynamikach może poruszyć coś głębokiego w naszych sercach. Jeśli chcesz kontynuować ten ruch i doświadczyć go poprzez swoje ciało w przestrzeni warsztatowej, dołącz do nas 6 września w centrum Londynu.
Z miłością,
Martyna
